Jestem już kilka dni.
Udało mi się sfotografować dzieci, które przyjęliśmy do programu. Przekazałam tez s.Rut zakupiony przez fundacja aparat w miejsce tego, który ukradli jej kilka miesięcy temu. Będzie można znowu dokumentować wszystko co potrzeba!
Np. takie dzieciaki łobuziaki – tutaj na zdjęciu najmłodsza ekipa – taka bardziej żłobkowa niż przedszkolna, bo dzieciaki są podzielone na takie do 5 lat – pięcioro, które jednak głównie siedzą z siostrami, a najczęściej opiekuje się nimi starsza pani, która nie do końca jeszcze rozgryzłam i napiszę więcej pewnie w późniejszym czasie 😉
Dzieciaki są zadbane, raczej jest pilnowane by były czyste, piły wodę niekoniecznie brudną – o taki kubek z brudną wodą dość tutaj łatwo. Mają opiekę, napoje i posiłki, ale dodatkowo jeszcze czasem u sióstr coś dostaną, czekoladki lub jakieś inne przekąski i łakocie.
Druga grupa to przedszkole, ale tutaj przedszkole inaczej wygląda niż u nas, dzieciaki jednak już uczą się liczyć i pisać. W przedszkolu jest ich na co dzień około 30. Angielskiego uczy ich nauczycielka, która czasami sama ma kłopoty z angielskim – tak tu bywa.
No i szkoła… ale to już spora abstrakcyjna dla nas europejczyków, dlatego o tym innym razem.
Dom w którym mieszkają Siostry i ja, puki tu jestem, jest bardzo zadbany, czysty, ale warunki jak 30 lat temu w Polsce na wsi 😉
Jest w ośrodku i na misji bieżąca woda – z jeziora, której lepiej nie używać bo można podłapać różne choroby lub deszczówka, w której się myjemy, robimy pranie i po przegotowaniu pijemy
Prąd jest dzięki baterią słonecznym, wystarczy na oświetlenie i podładowanie telefonu, większa lodówka lub pralka już nie zadziała…
Żelazko jest na węgiel bo tutaj też prąd nie da rady. Posiłki skromne – ryż, fasola, kapusta, groch… ale smaczne 😉 Siostry gotują na podwórku, na ogniu. Jest kuchenka gazowa ale używają jej naprawdę rzadko.
Na razie ludzie są bardzo nieufni wobec mnie i się boją, zobaczymy czy sytuacja się zmieni, bo generalnie poziom zaufania do innych jest tutaj tematem trudnym.
Walczę żeby mieć lepsze możliwości z internetem i przekazywaniem informacji, ale to chyba niemożliwe. Nic dziwnego , że sporadyczny internet w kafejce w centrum Musomy albo u znajomego księdza, który jest…albo go nie ma, utrudnia kontakt.
Wczoraj próbowałam otworzyć maila na komputerze swoim, ale strona otwierał mi się z 15 min i ostatecznie nie otworzyła. Przesyłanie plików jeszcze gorzej. No i bardzo to drogie jest za godzinę.
Więc pisze raczej rzeczy tekstowe, będę wysyłała jak się uda, zdjęcia to raczej raz na tydzień/dwa.
Chciałam coś więcej o okolicy napisać jak pozwiedzam, ale to także będzie trudniejsze niż myślałam. Na rowerze nie mogę jeździć, bo mogą mi odciąć głowę… Naprawdę!
Jest tu takie plemię co wierzy w czary i odcina kobietom głowy, potem robią jakieś mazidła z ciała tych kobiet i sprzedają jako lekarstwo lub talizman na wszystko. Straszne, ale prawdziwe. Mówiła mi o tym s.Rut ale też mój przewodnik jak szłam na Kilimandżaro przed przyjazdem tutaj i wspomniałam że tu będę w tym rejonie. Nie jest tu spokojnie i tak bezpiecznie, bardzo biedny region. Więcej o tym do czego doprowadza tutaj bieda i desperacja pisałam w wątku dotyczącym budowy płotu. Potrafią zabić w trakcie kradzieży, by uciszać świadków, by wydobyć informacje gdzie jest więcej dóbr, jedzenia, pieniędzy. A tu głównie dzieci, matki psychicznie chore i w depresji, także z maluchami lub dziećmi, którymi techniczne ktoś inny się opiekuje, bo one nie są w stanie. Takie pogubione w życiu kobiety, opuszczone, chore.
Przesyłam kilka zdjęć szpitala i zdjęcie mocnej i ładnej bramy wjazdowej do ośrodka, która już jest.
Szpital udało się zrobić we fragmentach z różnych dofinansowań – Siostra pisze różne projekty na kolejne ambulatoria, korytarz, aptekę i pomału zdobywa różne środki na remonty. Jest administratorem szpitala, pielęgniarką, do tego wszystkie sprawy organizacyjne, przedszkole, zarządzanie ludźmi, adopcja.. Dużo tego na jednej głowie.
Wpis pierwotnie ukazał się na stronie fundacji Mają Przyszłość








